czwartek, 3 maja 2012

Jaki kraj, taka waka waka

http://www.youtube.com/watch?v=YtDhMzDkois&feature=player_embedded

Powyższy link prowadzi do oficjalnego songu naszej reprezentacji narodowej na zbliżającym się Euro 2012. Songu, który wywołał spore emocje... W tym także pozytywne, choć niestety zdaje się wyłącznie wśród wykonawczyń. Oczywiście doceniam ich radosne podejście oraz entuzjazm czy oddanie sprawie. Nie zmienia to jednak faktu, że wystarczy dać im tamburyn i kozę, by zamienić wielkie wydarzenie sportowe w dożynki. Nie rozumiem tego. Po prostu nie jestem w stanie pojąć. Dlaczego podjęto decyzję, by promować nasz kraj jako zacofaną wioskę? Że tradycja? Że duch narodowy? Dziedzictwo kulturowe dziedzictwem kulturowym, i mimo że należy o nim pamiętać, nie powinniśmy napychać nim na siłę teraźniejszości. Kiedyś szlachta piła kieliszek wódki przed każdym posiłkiem, jednak nie jest ona oficjalnym składnikiem cateringu naszej kadry. Skoro o drużynie mowa... Może właśnie tu leży pies pogrzebany. Jaka reprezentacja, taki przebój. Jednakże nasi chłopcy zasługują na rytm dodający skrzydeł, zagrzewający do walki i zaciekłego uporu, na melodię, która poniesie ich do zwycięstwa. Zamiast tego dostali przygrywkę do dojenia krowy w oborze. Choć być może położenie przeciwnika śmiechem też może być jakąś strategią. Bo taki właśnie jest ten hicior. Śmieszny. Gdyby chociaż tekst nie był napisany na kolanie w wychodku. Gdyby chociaż śpiewające dziewoje miały lat 20, nie 60... Byłoby przynajmniej na co popatrzeć. Ale cóż... Może kryję się za tym jakiś sens. Może jest to dalekosiężny plan rozwoju. Niech sąsiedzi myślą, że mieszkamy w ziemiankach, a my w tajemnicy rozwiniemy się i niespodziewanie zadamy cios. Nie wiem. Zaczynam się zastanawiać, czy warto kibicować naszym. Im szybciej odpadną, tym mniejsze będzie prawdopodobieństwo na nadzianie się na "Koko koko Euro spoko, w Polsce gorzej niż w Maroko". Najśmieszniejsze, że to nasz cudowny naród wybrał w plebiscycie taki właśnie hymn. Co za bezmózgi debil wpadł na pomysł, by taką decyzję powierzyć ludowi. Przecież wiadomo, że inteligencja tłumu równa jest IQ najgłupszego członka podzielonemu przez liczebność grupy.
Reasumując: myślę, że najlepiej me odczucia wyrazi pewien fragment filmu "Jak się pozbyć cellulitu".
http://www.youtube.com/watch?v=qy03EDdDsBw

sobota, 21 kwietnia 2012

Co ma facet do rzodkiewki? cz. 1


       Muszę się do czegoś przyznać. Nie napisałem tego felietonu z własnej woli. Zostało mi to zlecone przez pewną anonimową, uroczą niewiastę. Zanim jednak drogi czytelniku zarzucisz na mnie mentalne sieci pogardy i rozpoczniesz lincz za pisanie artykułu sponsorowanego, daj mi chwilę na obronę. Otóż nie sprzedałem się, nie poszedłem w komercję. Pomimo tego, iż popularność bloga przyniosłaby mi spory dochód. Nic z tych rzeczy. Post ten jest wynikiem niefortunnie potoczonego zakładu. Więc nie kieruje mną chciwość, a hazard : D Teraz, gdy oczyściłem swą osobę w oczach czytelników, mogę przejść do meritum.

       Odpowiadając na tytułowe pytanie: rzodkiew i mężczyźni mają ze sobą więcej wspólnego niż mogłoby się zdawać. Oboje można wyrwać, a niekiedy cały trud przypłaca się zdobyciem nadgryzionego warzywa niezdatnego do spożycia. Różnice? Rzodkiew wyrywa się nieco trudniej. Żartuję oczywiście. Nie wszyscy faceci są łatwi do zdobycia. Albowiem nie szukają przelotnej miłostki, tylko trwałego, głębokiego uczucia, na którym można zbudować poważny związek. Przynajmniej legendy o takich wspominają, a w każdej jest jakieś ziarenko prawdy. W tym miejscu rodzi się kolejne pytanie. Skoro samce nie lecą na sam fakt bycia kobietą, to w jaki sposób ich wyrwać? Tu wkraczam ja, by stać się źródłem ukojenia dla waszego pragnienia wiedzy. Ma odpowiedź jest prosta: nie mam zielonego pojęcia! Ufam jednak, że dogłębna analiza problemu, Internet oraz pokaźna dawka kofeiny pozwolą nam odszukać rozwiązanie tej zagadki. Do dzieła zatem!

Krok I

     Nie wiem nic o wyrywaniu facetów, gdyż nigdy takowego działania nie próbowałem  (i miejmy nadzieję, że życie nigdy nie zepchnie mnie do takiego poziomu desperacji). Jednakowoż wiem co nieco o wyrywaniu kobiet, zwłaszcza mając przed sobą stronę z poradnikiem na ten temat. Skoro przedstawione w nim chwyty działają na płeć piękną, to może zadziałają również na płeć… em… brzydką. Przejdźmy zatem do rzeczy.

Sposób nr 1
Okazanie zainteresowania lubemu poprzez fizyczne zaczepki, np. podłożenie nogi lub targanie włosów

     O ile przy zalecaniu się do niewiast jest to chwyt cieszący się stu procentową skutecznością, mam wątpliwości, czy zdałby egzamin wśród mężczyzn. Po pierwsze: prosty umysł samca stwierdziłby, że bijąca go dziewczyna to facet, bo kobiety przecież tak się nie zachowują. Zwłaszcza, gdyby takowe dziewczę lekkim pchnięciem cisnęłoby nim na drugi koniec korytarza. Pamiętajcie drogie panie, by terminu „wyrywać facetów” nie brać tak dosłownie do serca! Oczywiście istnieją egzemplarze lubujące się w doznawaniu cierpienia. Nigdy jednak nie można mieć pewności, więc przywalenie ukochanemu w twarz radzę zastosować w ostateczności. Spodoba mu się? Mamy happy end. Skuli się w kącie i zacznie płakać? Cóż… Jest mężczyzną, na pewno czymś sobie na to zasłużył!

Sposób nr 2
Postawienie

     Muszę ponownie zaznaczyć, by nie podchodzić do danego wyrażenia zbyt dosłownie. Choć w tym przypadku mogłoby to przyczynić się do murowanego sukcesu… Ale nie u romantyka szukającego miłości na całe życie! W jego przypadku trzeba zastosować postawienie właściwe, innymi słowy : „bądź mym chłopakiem, to kupię Ci loda”. Prezenty, czyli kolejny sprawdzony sposób na podryw. Kobiety zazwyczaj zadowalają słodycze, biżuteria, kolacja, kino itp. Czy znajdą upodobanie także wśród mężczyzn?
Kwiaty – o ile nie będzie to mięsożerna rosiczka, nie liczyłbym na spektakularny sukces. Choć mężczyzna ucieszy się, iż będzie mógł wręczyć komuś bukiecik nie wydając ani złotówki.
Biżuteria – jeśli twemu księciu z bajki prezent przypadnie do gustu… Zostaw go lepiej w spokoju. I pokaż mu ten tekst. Będzie go potrzebować dużo bardziej od Ciebie…
Słodycze, kolacja, kino – wydaję się, iż strzał w dziesiątkę! W końcu mężczyźni rozwijają się tylko do piątego roku życia, a potem już tylko rosną. Zatem jako naturalne dzieci, z radością wsuną czekoladkę czy Big maca, a jedzonko przypieczętują dobrą bają w kinie. Jednakże pomimo tego, cały podpunkt drugi trzeba zakwalifikować, jako niewypał. Dlaczego? Because męska duma. Przez nią to my pragniemy obsypać kobietę podarunkami, by pokazać, jacy to nie jesteśmy zaradni i hojni. Może i głupie, lecz jak mówi staropolskie porzekadło: „Każdy ma swój okres”, a naszym jest męska duma.

Sposób nr 3
Komplementy

     Mężczyźni oczywiście nie zalecają się do kobiet jedynie przy pomocy swej muskulatury czy przystojności. Pragniemy pokazać wybrankom także swą wrażliwą, inteligentna stronę. Dlatego oczarowujemy je elokwentną, okraszona w humor rozmową. Jednym z jej elementów, są komplementy. Człowiek z natury będąc istotą próżną, z chęcią słucha ballad pochwalnych opiewających jego osobę. Dotyczy to także facetów. Poniżej przedstawiam listę przykładowych komplementów, które zostały wielokrotnie sprawdzone i cieszą się zaufaniem jak i szacunkiem wśród wielu mężczyzn. Wierzę, iż teraz zyskają nowe grono wielbicieli, a ściślej mówiąc: wielbicielek.
1) „Masz głos niczym skowronek”.
2) „Zapraszam Cię do ogrodu, by me róże mogły Cię podziwiać”.
3) „Jesteś najsłodszym stworzeniem, jakie przyszło mi spotkać”.
4) Jesteś niczym delikatny kwiatuszek. Chciałabym podziwiać Cię w nieskończoność i chronić od złego”.

Sposób nr 4
Napnij mięśnie i wypnij klatę

     Wiadomym jest, iż umiarkowana muskulatura uatrakcyjnia mężczyznę. Zatem w towarzystwie kobiet staramy się zademonstrować swe walory. Każdy prezentuje to, co może. Osobiście zawsze stawiałem na jakość, nie na ilość, więc zamiast rozpraszać swą energię na wszystkie partię ciała, skupiłem się na jednym, konkretnym mięśniu. Przyznaję, efekt jest niezmiernie zadowalający. Być może nie otworzy on słoika, z powodzeniem zastąpi jednak półkę. Paniom szczerze polecam ten podpunkt. Zerknijcie na zawodowe kulturystki. Czy któraś z nich skarży się na brak chłopaka? Z ręką na sercu mogę zaświadczyć, iż mężczyźni nie są w stanie oprzeć się 200 – kilowej, rozchwianej emocjonalnie kobiecie.

Sposób nr 5
Kontakt wzrokowy

      Niezwykle istotny nie tylko przy flircie, lecz także przy zwykłej konwersacji. Utrzymując go przekazujemy naszemu rozmówcy, iż słuchamy go z uwagą, interesuje nas, co ma do przekazania. Mało tego, oczęta są jednym z narzędzi komunikacji! Mimowolnie przekazujemy nimi sygnały niewerbalne, z których niejedno można odczytać. Mówi się, że oczy są zwierciadłem duszy. Nie bójmy się więc oczarować lubej osoby swym wewnętrznym pięknem. Kryjąc swój wzrok, możemy sprawić wrażenie ukrywających coś złoczyńców. Pewnie ktoś w tym momencie mógłby powiedzieć, że mężczyźni owszem, utrzymują kontakt wzrokowy, ale nie koniecznie z kobiecymi oczętami. Cóż… nikt nigdy nie powiedział, że faceci nie są ukrywającymi złowieszcze plany złoczyńcami : P

    To by było tyle, jeśli chodzi o zastosowanie męskich numerów na nich samych. Czuję, że razem udało nam się dojść… do nikąd… Ale nie poddawajmy się! Do głowy mi właśnie przyszło, iż przecież w kochanej sieci są także profesjonalne poradniki dotyczące wyrywania facetów. Zajmiemy się nimi następnym razem, i ostatecznie odpowiemy na nurtujące mą zleceniodawczynię pytanie!

środa, 11 kwietnia 2012

Wielkanoc trzema parami oczu


Generał Blurp spojrzał z wyższością na głównego badacza ras ludzkiej – Glorfa. Młodzieniec, jak co tydzień, przybył zdać raport z poczynionych obserwacji. Tym razem powinno być jednak wyjątkowo…
-Glorf. Spodziewam się, że masz dla mnie jakieś rewelacje. Jestem niezwykle ciekaw, jakie wnioski wyciągnięto przy badaniu ludzi w czasie... Walkinocy. – Dowódca uśmiechnął się zadowolony z zademonstrowania wiedzy o ludzkości. Glorf westchnął w duchu. Wiedział, iż nie ma sensu wyprowadzać Generała z błędu. Odkąd przeczytał „Ilość Włosów A Inteligencja Małp” oraz „Homo Sapiens Versus Sapiące Geje”, stał się całkiem nieznośny. Sądził, iż wie wszystko o ludziach…
-Em... Muszę przyznać, iż wiele się nauczyliśmy w ciągu ostatnich dni, sir.
-Świetnie! Powiedz, jakie nastroje panują wśród ludzi? Czy rodzinne święto ku chwale ich Boga napełniło człowiecze serca spokojem i miłością?
-Cóż… Ciężko powiedzieć. Głównie siedzą na kanapach i jęczą, sir.
-Och. Medytują by lepiej zrozumieć prawdy wiary?
Glorf zastanowił się nad tą koncepcją. Jakoś nie wydawało mu się, by frazy „Ach.. Mój brzuch..”, „Jeszcze tylko jedno ciasto…” czy „Arrghhh…” były stosownymi słowami na mantrę.
-Em... możliwe, sir.
Dowódca rozpromienił się dumny z rozwiązania zagadki.
-Dobrze.  Jeszcze jest dla nich nadzieja. Powiedz, w jaki sposób uczcili ten wyjątkowy dzień?
-Hm... dużo jedli, sir.
-A coś, czego nie robią na co dzień?
-Właściwie to jedzenie było niecodzienne, sir.
-Ach tak?
-No... niosło ze sobą symbolikę, sir.
Generał mruknął z zadowoleniem. Lubił, gdy ludzkość przejawiała wzniosłe zachowania.
-Zatem jakież to było pożywienie?
-Przykładowo jajka. Mają symbolizować nowe życie, sir.
-I… zjadali je?
-Tak, sir.
-Więc chcesz mi powiedzieć, że czcili teoretyczne nowe życie, uniemożliwiając powstanie faktycznemu nowemu życiu?
-Em…
-Toż to debilne! Na pewno znowu się pomyliliście! Ludzie nie są tak głupi! – zakończył dobitnie, podpierany przez  fundamenty pewności, wykopane przy pomocy stosownych lektur. Generał zastukał gniewnie o poręcz fotela.
-Boga jakoś uczcili? Ha?!
Glorf uradowany zmianą tematu przytaknął entuzjastycznie.
-Dzień przed... yh… Walkąnocy, zanotowano rekordowe zgromadzenia w miejscowych świątyniach, sir!
-Oddali serdeczne dzięki Bogu za ocalenie ich dusz, tak?
-Cóż... właściwie przyszli poświecić jedzenie…
Zapadła gęsta cisza. Głośno brzęcząca od niewypowiedzianego oburzenia. Generał uśmiechnął się promiennie.
-Coś takiego, coś takiego. I pewnie świecili te swoje jajka, hm?
-Em... Tak... sir.
-Coś takiego. Robili to kropiąc je świeżo zamordowanymi kurczętami?!
-Eeeee... Nie wydaje mi się Generale.
Dowódca prychnął gniewnie. Glorf zastanowił się, jak poprawić humor dowódcy.
-Amerykanie nie święcili jajek, sir – rzucił niepewnie.
-Nie?
-Nie sir. Nie mają na nie miejsca w koszyczkach, gdy już włożą swoje Happy Meal’e.
-Ach, niezastąpieni Amerykanie. Ostatnia nadzieja ludzkości!
Glorf taktowanie stłumił pchające mu się na usta riposty.
-Coś jeszcze chłopcze?
-Jest jeszcze zając, sir.
-Zając?
-Tak, sir. Wszędzie go powciskali.
-Cóż wspólnego ma on z zmartwychwstaniem i Dniem Walonejnocy?
-Podejrzewamy, iż także jest jakimś symbolem.
-Ha! Oczywiście! Wystarczy postawić dwa koło siebie, i także zaczną symbolizować nowe życie! Haha!
-Skoro o tym mowa sir... Faktycznie, w jednym domu znaleźliśmy ozdobę przypominającą gwałcące się zające.
Generałowi zrzedła mina. By po chwili ponownie oddać się radości, zapewnionej dzięki wyrzuceniu z jaźni ostatnich słów.
-Glorf. Czy w jakikolwiek sposób przypomniano ludowi o Jezusie Chrystusie?
-Hm... W telewizji lecieli Piraci z Karaibów, sir.
-Z tego, co wiem, ziemskie Bóstwo nie parało się korsarstwem.
-Nie sir. Lecz w tym filmie rybo - ludzie wycięli martwemu człowiekowi serce, by ożył i został ich kapitanem na wieki. To może być alegoria Zmartwychwstania… - Glorf umilkł pod piorunującym spojrzeniem Generała.
-Jeszcze jakieś pokrzepiające nowiny?
-Podejrzewamy, iż ludzkość stoi na skraju wymarcia, sir.
-Och. Co?!
-Zauważyliśmy poważne uszczuplenie zasobów czekolady na Ziemi, sir. Z tego, co wiemy, ludzie nie są w stanie bez niej przeżyć, sir.
-Więc długo już tu nie pobędziemy…

niedziela, 8 kwietnia 2012

Początek

Mówią, iż wszystko ma swój początek. Bóg uprzejmie ignoruje te słowa, wiedząc, że ludzie wiele mówią, lecz nie zawsze mądrze. Jednakże w stwierdzeniu tym kryje się pewna prawda. Zdecydowanie większość zjawisk i rzeczy ma swój indywidualny start w strukturze rzeczywistości. Tak samo ten blog wyłonił się z nicości na dźwięk mych słów "Niech się stanie". Cóż... Może nie tak od razu. Wpierw minęło kilka dni spędzonych na obijaniu się, lecz gdy obejrzałem co się dało, przeczytałem co się dało i porozmawiałem z kim się dało... Słowa postanowiły wcielić się w życie, tworząc bloga zdegustowanego czasem swego powstania. Cóż się na nim znajdzie? Nie mam pojęcia. Jestem jednak pewien, iż potencjalni czytelnicy (mama?) wpłyną na to znacząco. W każdym bądź razie nastał 2012 rok, więc będzie co opisywać. Od Euro, po koniec świata. Co koniec końców może wyjść na jedno. Będzie się działo : ) Do napisania!